Fotografia koncertowa, O fotografii 0

Amjad Sabri – krótkie wspomnienie o mistrzu qawwali

Amjada Sabri spotkałem tylko raz. Kiedy cztery lata temu Sabri Brothers grali koncert w studio S1, organizujący go Maciek Szajkowski zadzwonił do mnie i powiedział, że nagrywają występ i zamierzają wydać później nagranie live. Poprosił o zrobienie zdjęć na koncercie, ale i szybkiej sesji zdjęciowej przed.

Amjad i jego gromada muzyków okazali sie przemiłymi ludźmi. W ciągu pół godziny udało nam się zrobić kilkanaście dobrych ujęć, z których kilka trafiło później na płytę „Ecstasy of the Soul”. Podczas naszej sesji muzycy nieustannie śpiewali, a w policzkach żuli swoje betelowe zawiniątka. Wygłupiali się, a mi udzieliło się ich zaraźliwe poczucie humoru.

-fot-Bartek-Muracki-02-3596

Wraz z opiekującą się Amjadem Evą Skalią przetłumaczyliśmy suficki wiersz, który otworzył koncert. Niesamowity koncert.

Dla mnie, nieosluchanego z tradycją qawwali, był przez pierwszą godzinę męczarnią. Noga szukała w mistycznych pieśniach Amjada regularnego europejskiego metrum, a głowa próbowała uchwycić się jakiejś znajomej struktury. Musiałem zrezygnować z walki i poddać się – a wtedy muzyka poniosła mnie i wprawiła w rodzaj transu.

Gdy dwugodzinny koncert się skończył, Amjad stwierdził, że wprawdzie to była miła rozgrzewka, ale mogliby grać jeszcze przez pół nocy…

-fot-Bartek-Muracki-03-4242
Dzisiaj Amjad Sabri zginął w zamachu w Karachi, zastrzelony w sytuacji przypominającej egzekucję. Do jego samochodu podjechał motocyklista i oddał kilka strzałów. Wszystko wskazuje na to, że wiedział do kogo strzela. Świat stracił wspaniałego muzyka, reprezentującego mistyczną tradycję sufizmu. Ja zapamiętam go uśmiechniętego.

-fot-Bartek-Muracki-01-3528

You Might Also Like

No Comments

Leave a reply