Fotografia koncertowa 0

EthnoPort 2017: Festiwal prawdziwych spotkań

Zmęczony i objuczony sprzętem, ale szczęśliwy człapię z dziedzińca Zamku do baru. W lustrzanych drzwiach zauważam swoje odbicie: potargane włosy i krople potu lśniące na całej twarzy. Ale po dwóch godzinach tańca zupełnie się tym nie przejmuję, chcę tylko natychmiast ugasić pragnienie. Właśnie kończy się jubileuszowa 10. edycja poznańskiego Ethno Portu, którą zamyka wybuchowy koncert Danyela Waro, mistrza muzyki maloya z wyspy Reunion.

Takich momentów w trakcie czterech dni było więcej. Taniec jednoczył festiwalową publiczność oraz zacierał – i tak dość umowną – granicę pomiędzy widownią a sceną. Ten brak barier (i barierek) wyróżnia zresztą EthnoPort spośród innych polskich festiwali i sprawia, że czuję się tam mniej akredytowanym fotografem, a bardziej gościem na wielkiej domowej imprezie. Takiej, na której wszyscy są mile widziani.

Zostały wrażenia. Migawki zaledwie.

Labirynt korytarzy w Centrum Kultury Zamek. Wyżymana z potu koszulka po tripie z psychodeliczną cumbią Los Piranas. Pranie robione o 4 rano, dyskusje czy duchowości lepiej szukać w tańcu ludowym czy ruchu rave. Koncert Taraf de Haidouks i dzika zabawa z poznańskimi Romami, niczym z filmu Tony’ego Gattlifa. Precyzja dźwięku kory Ballake Sissoko. Nieudana nocna wyprawa na zapiekanki na Rynku (bistro Habanero wyprzedane, to miasto nigdy nie usypia). Moc emocji, gdy oglądałem taniec Ivy Bittovej. Fotografowanie prób i wspólnego koncertu Debashisha Bhattacharyi i Kacpra Malisza. Ratujące mnie w chwilach kryzysu jabłka festiwalowe. Dyrektor festiwalu Andrzej Maszewski spotykany co chwila w tłumie tańczących, słuchający koncertów na leżąco bez butów. Mamiya 645, którą dzielnie targałem do Poznania, aby zrobić nią całe dwa zdjęcia. Transowe szaleństwo ekipy Danyela Waro. Pierwsza rocznica mojego ślubu z Helą świętowana w sobotę. Jeszcze więcej muzyki.

Nic dziwnego, że w poniedziałek trudno mi było wypłynąć z EthnoPortu ze świadomością, że spotkamy się ponownie dopiero za rok. Przez te dwanaście miesięcy spróbuję nieść ze sobą festiwalową atmosferę otwartości i ciekawości wobec świata, bo tylko tak można pokonać stereotypy i lęk przed nieznanym-Innym.

PS. W przerwach między tańcem i przygodami robiłem też zdjęcia 🙂

A jeśli spodobały Ci się te zdjęcia, zobacz też zeszłoroczną galerię z EthnoPortu!

You Might Also Like

No Comments

Leave a reply