Fotografia backstage / making-of, Fotografia koncertowa 1

Przystanek Woodstock: Woodstockowe życie II

Chociaż od kilku dni jestem znów w Warszawie, Przystanek Woodstock 2017 jeszcze się dla mnie nie skończył. Zostały setki zdjęć, mnóstwo wspomnień i opowieści, a nogi ciągle bolą od wędrowania po polu. Na ten czas „ładowania baterii” czeka się cały rok. W poprzednim wpisie opisałem ogólnie moje wrażenia z tegorocznego Przystanku, a wraz z drugą częścią fotoreportażu czas na kilka subiektywnych spostrzeżeń dotyczących organizacji i ważnych momentów festiwalu.

Bo Woodstock nie jest dla mnie tylko wyjazdem służbowym i oprócz robienia zdjęć spotykam się tam z setką znajomych, chłonę koncerty na scenach, słucham dyskusji na ASP, przyglądam się jak działa ten ogromny organizm.

Ryzykowne podwyższone ryzyko

Po raz kolejny urzędnicy uznali Przystanek Woodstock za imprezę o podwyższonym ryzyku. Ta decyzja skutkowała wiekszą liczbą ochrony na terenie imprezy oraz wydzieleniem pod scenami stref otoczonych barierkami. Chociaż szacunki organizatorów i policji tradycyjnie się różnią, można przyjąć, że w Kostrzynie bawiło się kilkaset tysięcy ludzi. Nic niebezpiecznego się nie wydarzyło – jedni powiedzą, że dzięki barierkom, inni – że pomimo.

Wygrodzenia zatamowały za to naturalne ciągi komunikacyjne, które korkowały się nie tylko przy wejściach do strefy, ale i na głównych Woodstockowych alejach. Podczas koncertu Heya tłum tak zgęstniał, że odcinek 300 metrów pokonywałem przez dobre pół godziny. To dobrze, że ostatniego dnia zniknęły.

Jak mówić ze sceny, a jak lepiej nie

Głośno zrobiło się też o słowach Jurka Owsiaka, który zasugerował wrogiej festiwalowi posłance „terapię seksem, aby poukładało jej się w głowie”. Napiszę to wprost: nie znajduję dla tej wypowiedzi usprawiedliwienia. I chociaż z ust świętoszkowatych prawicowych komentatorów szybko posypały się obelgi, chociaż kultura osobista posłanki od lat szoruje po dnie, to tego typu słowa są obraźliwe dla wszystkich kobiet i nie powinny nigdy paść.

Woodstockowa publiczność kocha festiwal przede wszystkim za atmosferę otwartości i tolerancji, dlatego cieszę się, że Jerzy w końcu zdobył się na „przepraszam”. Jak bardzo łakniemy kultury i poziomu debaty w życiu publicznym dowiodły tłumy ludzi na spotkaniu z Robertem Biedroniem.

Kilka słów o sprzęcie fotograficznym i fotografowaniu Przystanku Woodstock

Obiecałem też wspomnieć o tym jak i czym fotografowałem. Praca fotografa na Woodstocku to kilka dni w pełnej gotowości. W tym roku przyjechałem we wtorek wieczorem i fotografowałem od środy do późnej nocy w sobotę. Przez większość czasu z jednym pełnoklatkowym body – Nikonem D750 i jasnymi szkłami w zakresie 16-200. Szczególna pochwała – jak w ubiegłym roku – należy się Sigmie 35/1.4 Art, bo z tym szkłem najczęściej wychodziłem na pole. Jest szybka, ostra jak brzytwa, a ja bardzo lubię jej rysunek i kolory.

W tym roku aparat zawiesiłem na pasku Reportera, który zakłada się ukośnie na jedno ramię. Rozwiązanie sprawdziło się doskonale, a odciążony kark w końcu przestał mnie boleć.

To drobiazgi, ale kiedy pracuję tak intensywnie, to niewygodne buty, uwierające sakwy czy zbyt ciężki sprzęt szybko dają się we znaki. Oczywiście, nie uniknąłem momentów okrutnego zmęczenia i kilka razy przysnąłem przed ekranem laptopa w naszym Kręciołowym kontenerze, a przed śmiercią głodową ratowały mnie pokątnie zdobyte kanapki z serem 🙂

Chyba czas na zdjęcia – tak wyglądało Woodstockowe życie w naszym kilkusettysięcznym tymczasowym mieście, po którym można bezpiecznie chodzić po ulicach za dnia i nocą! 🙂

Jeśli nie widziałaś/eś jeszcze pierwszej części relacji z Woodstockowego pola, koniecznie zajrzyj do poprzedniego wpisu.

Jeśli nie widziałaś/eś jeszcze pierwszej części relacji z Woodstockowego pola, koniecznie zajrzyj do poprzedniego wpisu.

You Might Also Like

1 Comment

  • Peonia says: Sie 10, 2017 at 23:22

    Super reportaż. Az mi zal, ze jestem stara…

    Reply
  • Leave a reply