Dawno nie byłem w Trójkowym studio koncertowym. Tak dawno, że zapomniałem już że scena jest tuż tuż, na wyciągnięcie ręki. Że mieści się tam raptem kilkanaście rzędów krzeseł. Że fotografowanie tam koncertu, którego jednocześnie w radio słuchają tysiące ludzi ma w sobie coś niezwykłego.
Są koncerty, na których po prostu nie wypada nie być, są też takie, na które idzie się głównie z sentymentu.Wtorkowy występ New Model Army zaliczyłem od razu do tej drugiej kategorii. Z jednej strony, bardzo lubię niektóre ich numery, z drugiej jednak – znam raptem “The Best Of” kapeli i nic ponadto (albo jeszcze mniej). Muzykę NMA umiejscawiam w swoich wczesnolicealnych okolicach, jak przez mgłę pamiętam, że pierwszy raz usłyszałem ich piosenki za sprawą mądrzejszej koleżanki, do której ówcześnie smaliłem cholewki. Potem zapomniałem o zespole – na długie lata.
“Kultowy”, “legenda” i “ikona” to trzy notorycznie nadużywane określenia, szczególnie często spotykane w koncertowych notkach prasowych. Zazwyczaj na wyrost. Nie tym razem, gdyż Tony Allen zasługuje na pokłon do samej ziemi!
Jutro dopiszę więcej tekstu – teraz zapraszam na zdjęcia!
Serdeczne podziękowania dla organizatora – Krzyśka Gałkowskiego. Czekamy na kolejnych artystów tego kalibru!
Nie przypuszczałem, że w tym wieku będę jeszcze mógł przeżywać swoje “pierwsze razy”. A jednak – w sobotni wieczór (chociaż wstyd się przyznać) po raz pierwszy miałem przyjemność słuchać na żywo Lecha Janerki i jego kapeli. Zwykle pierwsze razy zazwyczaj bywają nerwowe i po latach wspomina się je raczej z zakłopotaniem, cóż, ten koncert będę pamiętać jako rewelacyjny występ. Praktycznie tylko “co lepsze kawałki”, kapela i Lechu w świetnej formie muzycznej i wokalnej. I to niezwykłe miejsce, z wiszącym nad głowami Liberatorem!
Brawo Muzeum za ciekawą inicjatywę, na pewno będę do Was z przyjemnością wracał. Specjalne podziękowania dla Malika za pomoc w kwestiach organizacyjnych.
A teraz, nie zanudzając, zapraszam na fotorelację:
Jeżeli muzyka odgrywa w Twoim życiu istotną rolę, na pewno masz jeden lub kilka zespołów, które towarzyszą Ci od lat, a na ich płyty zawsze znajdzie się miejsce na półce. Dla mnie taką kapelą jest właśnie Hey – trudno mi spamiętać sytuacje dla których “soundtrackiem” były numery Kaśki Nosowskiej, za dużo tego było…
Ostatnia płyta Heya “Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” spodobała mi się od razu, bo lubię inteligentną elektronikę połączoną z ciekawymi i niebanalnymi tekstami. Tym większa była moja radość, gdy usłyszałem o koncercie w Stodole. Zapakowałem do torby aparat z lufami, na ramię zarzuciłem monopod i wyznaczonego dnia pognałem na Batorego. Przed wejściem powitała mnie kolejka, sięgająca prawie do Al. Niepodległości, a w środku nie było lepiej – wewnątrz kłębił się tłum, czekający na otwarcie głównej sali. Po kilku minutach byliśmy już w środku wypełnione po brzegi Stodoły.
Światło było jakie było – raz znikało zupełnie, by za chwilę powrócić w oszałamiającym tańcu stroboskopów. Mam nadzieję, że udało się uchwycić kilka fajnych chwil z tego bardzo, bardzo, bardzo dobrego koncertu.














To już dwadzieścia lat Gazety Stołecznej! Z tej okazji postanowiłem odwiedzić redakcję przy Czerskiej, która na jeden dzień zamieniła się (dosłownie) w salę koncertową – w głównym hallu na parterze ustawiono scenę i nagłośnienie. Mając w pamięci wiele imprez organizowanych w improwizowanych “na szybko” miejscach (stare hale w koszarach czy oszklone sale, mające wytrzymać kilowaty basu), obawiałem się czy kapele zabrzmią dobrze i czy kłopoty z dźwiękiem nie położą koncertów. Na szczęście brzmienie było bardzo dobre, nie pozostaje nic innego jak robić tam więcej imprez.
Muzyczny lineup był skromny (podkreślam, muzyczny – bo wcześniej działo się sporo, w końcu to urodziny “Stołka”!) lecz treściwy. Zespołu Pustki nie trzeba dziś nikomu przedstawiać (nawet osobniki nie trawiące ich stylistyki musieli usłyszeć o składzie tu i tam).
Większą tajemnicą jawiła się gwiazda wieczoru, amerykańska poetka i wokalistka Ursula Rucker. Trochę cieplej robi się, gdy przywołamy nazwy Wax Tailor, Jazzanova czy The Roots z którymi współpracowała artystka. Jej muzyka to ciekawy “żywy” hip-hop z niebanalnymi podkładami, na którym Rucker rapuje, melodeklamuje, a czasem nawet śpiewa swoje wiersze. Ursula jest z wykształcenia dziennikarką, dlatego tematyka utworów to często gorzka publicystyka, poruszająca aktualne wydarzenia polityczne, ale również – sytuację kobiet w Ameryce. Bardzo dobry koncert, tym bardziej, że nie miałem wobec niego żadnych specjalnych oczekiwań.














































